Losowy

- Ja z tobą pójdę, królowo Marro!
Tregmod! Miałam ochotę podejść, przytulić ją i powiedzieć Dobrze, że jesteś , ale widząc jej poważną jak zwykle twarz i nie mając pojęcia, jak zareagowałaby na takie przekroczenie bariery intymności, rzekłam tylko:
- Już czas, chodźmy.
Drogę przez las swoją pośiatą oświetlała nam księżyc w pierwszej wiosennej pełni. Królowała pośrodku nieba, nieustannie przywodząc na myśl wszystkie noce, jakie przeżyłam: te straszne, pełne bólu i lęku, a także te radosne, kiedy kochałam i byłam kochana. Moc Bogini promieniowała z księżyca i opadała na świat delikatną, jasną poświatą. Nie widziałam jej, ale ona tu była, mądra, dobra, wyrozumiała i pełna łaski dla wszystkich, którzy ośmielali się marzyć. Kiedy długo się szukało, bardzo pragnęło i mocno kochało, pomagała dojść do celu. Tak jakby wyciągała do nas dłoń i czekała, czy ją pochwycimy, a jeżeli to robiliśmy, zaciskała ją mocno, abyśmy nie upadli. Przykrywała nasze życie pajęczyną małych, delikatnych znaków, które większości altalańczyków mu to uniemożliwił. Bogini dała mi moc by odwrócić bieg rzeczy i Mahalią będzie jednak rządził król, który będzie nosił to imię – szepnęłam wyczerpana, patrząc na krzyczącego w niebogłosy małego. Miał ciemne włosy, jasną cerę i ciemne oczy jak my. Przyglądając się bacznie chłopakowi. Nie wyglądał na szlachcica, parzył jednak na mnie jasnym, śmiałym wzrokiem, a jego sposób wysławiania się zdradzał ogładę.
- Od królowej Algisy, żony króla Tiena.
Akurat! To król ukrywał się za plecami małżonki. Przecież w Altalanie kobiety nie mają nic do powiedzenia w sprawach państwowych.
- Czego też chce ode mnie królowa Algisa? – zaciekawiona, nachyliłam się nad nim i pogłaskałam po skroniach.
- Nie dotrwasz wschodu swojego ojca – szepnęłam czule. – A twoją ostatnią myślą będzie ta, że niczego w życiu nie osiągnąłeś i że twoje potomstwo jest na łasce ludzi, którzy cię zamordowali.